- Witaj
- Rejestracja
- Konstytucja
- Drogowskazy
- Bruinena bash
- Forum
- Przypomnienie hasła
Pomoc: (pisząc podaj numer ID z gry lub e-mail!)
Elderion (80)
GG:9116401

Amariel (30)
GG:8096828

Erath (107)
GG:3959828

Ondu (1204)
GG:1308677

Shiral (1360)
GG:2478071

Adaneth (7091)
GG:5539354

|
| 'Quael re melloamin! |
Droga zawiodła Cię nad potężne urwisko. Widok w dole zapiera dech w
piersiach; rozległa, zielona dolina, przecięta błękitno-srebrzystą wstążką.
-To Bruinen -spoglądasz w bok skąd dobiega głos; na dużym kamieniu siedzi
podpierając się na lasce staruszek -a wszystkie te tereny wokół to jej doliny.
Cała ta kraina przez niektórych zwana jest Bruinen...
-Znacie tę krainę panie? Bo chyba pogubiłem drogę i nie wiem gdziem trafił.
-Oczywiście że znam, czuję się już jej częścią. Choć tak jak Ty kiedyś
trafiłem tu przypadkiem -na twarzy starca zagościł łagodny uśmiech.
Czytaj dalej...
|
Nabór na karczmarza napisana przez (Brandly Hornblower) dnia 27 Úrimë..."- Już czas. - Rzekł w końcu Erath do pozostałych oberżystów uczestniczących w spotkaniu. - Pójdę ogłosić nasze postanowienia Śródziemiu.
To powiedziawszy wstał od okrągłego, drewnianego stołu przy którym siedzieli trzej karczmarze: Cassie, Eresor i Erath. Było to zebranie, na którym postanowiono omówić planowany nabór na karczmarza. Gdy spotkanie dobiegło końca, Erath ruszył do wyjścia.
- A... - Zaczęła Cassie, prawdopodobnie chcąc coś zasugerować. - A może goniec ogłosi tą wieść?
Elf odwrócił się w jej stronę i powiedział stanowczo.
- Wolę sam to zrobić. Mam urlop, więc mam czas.
- Więc idź. - Dodał Eresor, wstając uprzednio. I nie zapomnij o żadnym z elementów naboru.
Erath obdarzył uśmiechem przyjaciela. Dał mu do zrozumienia, że o niczym nie zapomni. Nacisnął klamkę i wyszedł z pokoju na piętrze, krocząc po trzeszczącej podłodze i zmierzając do schodów, które prowadziły do sali głównej.
Biesiadnicy ucieszyli się, że zjawił się oberżysta. Jednak szybko zauważyli, że ten nie ma na sobie białego fartucha i nie zacznie ich obsługiwać. Zmarkotnieli nieco, bo nadzieja na dostanie kufla piwa zniknęła. Odwrócili się w swoją stronę i zaczęli grę w karty. Gdy elf wyszedł z karczmy, dwójka pozostałych oberżystów także zeszła na dół. Eresor - podobnie jak Erath - opuścił gospodę, zaś Cassie, nosząca aktualnie poplamiony fartuch, zaczęła przyjmować zamówienia. Na popołudniowym niebie Erath dostrzegał białe obłoczki, które powoli przesuwały się w stronę Osgiliath. Z karczmy dobiegały śmiechy i oznaki radości. Elf nie przejmował się tym zbytnio. Zmierzał ku placowi, gdzie tłoczyli się ludzie. Konie ciągnęły wozy. Straganiarki wołały i wychwalały swój najzdrowszy i najświeższy towar. Były to przeważnie ryby, mięso i owoce. Nauczył się do kogo zaglądać i kiedy. Zwykle pod koniec dnia, kiedy się pakowały i chciały sprzedać swój towar, opuszczały wygórowaną cenę. Czasami upust wynosił prawie połowy ceny wcześniejszej. To się nawet opłacało, ale ryby po smażeniu się przez cały dzień na słońcu, nie najlepszą woń zostawiały w domostwie.
Wreszcie był wolny od powszechnie obecnego zgiełku w karczmie. To było piękne. Ma teraz mnóstwo wolnego czasu. Jedyne co będzie musiał zrobić, to przeglądnąć listy z podaniami jakie dostaną. A pewno będzie ich sporo. Ale do czasu kiedy nabór będzie trwał może pojechać na Amon Hen. Dawno tam nie był...
Doszedł do placu. Istoty różnorakiej rasy chodziły koło siebie, zderzając się czasami i nawet nie zwracając na to uwagi. Jakiś mężczyzna sprzedawał magiczne medaliony i zachęcał potencjalnych klientów niską ceną.
Wszedł na mównicę. Uczucie jakie odniósł Erath było nie do opisania. Skierowały się na niego oczy większości mieszkańców, którzy zaciekawili się sytuacją. Zwracał uwagę coraz większej liczby istot. A on zakłopotany milczał. Wreszcie coś się w nim odezwało i w nagłym porywie odwagi zaczął:
- Ludu Śródziemia! - Przemówił do obecnych, którzy mieli kilka minut, by wysłuchać wieści. - Dzisiaj karczmarze postanowili zorganizować nabór. Poszukujemy ludzi chętnych na posadę, uprzejmych i w miarę zorganizowanych, którzy przekonają nas do siebie w listownym podaniu i w ten sposób przejdą do następnej części, gdzie przygotują obecnemu składowi smaczną potrawę. - Do tej pory mówił na jednym tchu. Teraz potrzebował następnego. - Po tych dwóch egzaminach przyjdzie czas na sprawdzenie jak karczmarze poradzą sobie w oberży, bo są nam potrzebni tacy, którzy potrafią rozmawiać z biesiadnikami i ich obsłużyć. Listy będziemy przyjmować w karczmie, do tygodnia od tej chwili. Jeśli żaden z karczmarzy nie będzie obecny w izbie, proszę list złożyć za ladą. A już po dwóch tygodniach od tej chwili będzie znany nowy skład oberżystów.
Odetchnął głęboko i zeskoczył z mównicy. Zniknął w tłumie ludzi, którzy przyjęli wieść z widocznym ożywieniem. Wieść prędko się rozejdzie, a chętni się zgłoszą.
Już czas ruszyć na wzgórze Amon Hen. Przyda się koń. Chyba tam na końcu targu ktoś sprzedaje zdrowe i rosłe wierzchowce...
Nabór na karczmarza:
http://board.bruinena.pl/forum.php?req=thread&id=9682
Zmieniona 27 Úrimë przez Brandly Hornblower".
|
Zmiana na dworze w Caras Galadhon napisana przez (Brandly Hornblower) dnia 12 Úrimë..."W pałacu w Lothlorien nie panowała dziś dobra atmosfera. Choć kraina była spokojna i niczym nie nękana, to w najwyższym kręgu władzy nie było zbyt wesoło. Pogoda niczym lustro odbijała nastroje panujące w pałacu. Nad Lorien od dłuższego czasu gromadziły się gęste, czarne chmury, z których mimo wszystko wciąż nie padał deszcz. Powietrze było suche i nieznośne, a ziemia w cichym jęku jakby błagała o choćby kilka kropel wody. Deszcz, tak wypatrywany przez wszystkich mieszkańców miasta, stawał się równie nieobecny jak...
- Pheonix! Gdzie jest Pheonix?! - dało się słyszeć gniewne krzyki wszystkich Velve po całym pałacu. Jednak służba i straże rozkładały tylko ręce.
- Jak można było nie zauważyć zniknięcia władcy?! To niedopuszczalne! - grzmiał na żołnierzy zdenerwowany Crux, odpowiedzialny za straże w pałacu.
Poszukiwania trwały, jednak nie przyniosły rezultatów. W głównej sali, gdzie Pheonix zwykle przyjmował gości, posłańców oraz wydawał uczty, zebrali się wszyscy członkowie rodu Velve.
- We wschodnim skrzydle, nic - rozkładał bezradnie ręce Aikanaro.
- W zachodnim również nic - kręcił głową Malesh. - Władca wyparował.
- Nie rozumiem. O co tutaj chodzi? - zapytał bezradnym tonem Drinedal. - Przecież jeszcze wczoraj rozmawiałem z nim! Zachowywał się jak zwykle...
Wszyscy pokiwali głowami zgodnie, gdyż także mieli kontakt z Pheonixem i nie zauważyli, aby cokolwiek nie było w porządku.
- Czyżby porwanie? - zasugerował Ivor, po czym dodał po chwili zastanowienia. - To bardzo możliwe. Ostatnio królestwa elfickie budzą wysokie zainteresowanie wrogich krain. Jednak to tylko moje domysły.
- Jeżeli Pheonix faktycznie został porwany, to nie widzę sensu wysyłać wojsk na poszukiwania, ponieważ na pewno za jakiś czas dostaniemy wiadomość - powiedział Drinedal, rozglądając się po zebranych. - Proponuję na razie wysłać nasze straże, aby przeczesały lasy Lorien. Jeśli nic nie znajdą będziemy musieli czekać.
Wszyscy zdawali się podzielać jego myślenie i Drinedal uzyskał tym samym aprobatę dla swojego pomysłu.
- Jednak na razie nikt nie może o tym wiedzieć. Zachowajmy to w sekrecie aż do wyjaśnienia sprawy - dopowiedział jeszcze, po czym wszyscy rozeszli się. Drinedal z Cruxem udali się w odległą stronę pałacu, aby wydać odpowiednie wytyczne dla straży.
- Myślisz, że mieszkańcy nie nabiorą podejrzeń, gdy zobaczą straże przeczesujące każdy kąt? - zapytał Crux i było w tym sporo racji, jednak Drinedal nie miał lepszego pomysłu.
- Wyślemy ich pod pretekstem zwykłych patroli, które mają zadbać o większe bezpieczeństwo. Jeśli nic nie znajdą, będziemy musieli ogłosić jak się sprawy mają.
TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ
- Minęło już tyle czasu i nic! Nikt nie żąda okupu, żadnej wieści od Pheonixa... Musimy podjąć odpowiednie kroki! - powiedział z lekkim zdenerwowaniem Malesh. - Lothlorien nie może pozostawać bez władcy! Od razu staniemy się łakomym kąskiem dla drowów czy choćby krasnoludów.
Po tym zdaniu dało się słyszeć parsknięcie, to Olath, któremu nie spodobało się to zdanie.
- Nie jesteśmy aż takimi barbarzyńcami, choć...? A co ja tam będę gadał! Zgadzam się, w Lorien potrzeba władcy! - krasnolud, który jako kowal miał niemałą krzepę w rękach, uderzył pięścią w stół, a ten zatrząsł się, choć był zrobiony z wysokiej jakości marmuru.
- To oczywiste, że musi zostać wybrany nowy władca. Jednak kto nim zostanie? - spytał Drinedal zawieszając głos. Wszyscy poczęli rozglądać się po sobie. Nastała cisza. Nagle z miejsca podniósł się Malesh.
- Lorien potrzebuje władcy odważnego, zaangażowanego życie miasta oraz takiego, który nie boi się wyzwań. Sam bym się zgłosił, bo taki jestem.
Na sali rozległ się śmiech, jednak był to serdeczny śmiech.
- Tak, tak śmiejcie się - dodał po chwili. - Jednak to nie ja zostanę władcą. Proponuję na to stanowisko...
Nastał moment ciszy, nerwowego oczekiwania kogo to wskaże Malesh. Po chwili wszystko było już jasne.
- ...Drinedala.
Wywołany elf zrobił jedynie wielkie oczy. Chętnie by coś powiedział, jednak coś go zatkało wewnątrz, a Malesh kontynuował.
- Dlaczego on? Otóż wiele spraw Pheonixa załatwiał on osobiście. Zawsze był blisko niego i jest na bieżąco ze sprawami Lothlorien. Bywał u władców innych królestw na audiencjach, czasami był rozpoznawany, czasami nie. Myślę, że to bardzo dobry wybór, śmiało też powiem, iż można go także uznać za szarą eminencję za rządów Pheonixa.
Po jego przemówieniu początkowo na sali rozległa się chaotyczna dyskusja, po czym wstał Ivor.
- Zgadzam się z propozycją Malesha. Drinedal to najodpowiedniejsza osoba na to stanowisko - rzekł, po czym zwrócił się do elfa, pytając go o to z taką powagą, z jaką nie zwykł się wcześniej obnosić. - Cóż więc nam powiesz? Czy podejmiesz się tego trudnego zadania?
- Przyjaciele - elf powstał. - Powiem, że jestem tym zaskoczony. Mam nadzieję, że wszyscy dobrze zastanowiliście się nad tym. Jeśli zatem Wy, bracia moi, powierzacie mi misję kierowania Lorien, prowadzenia go do jeszcze większego dobrobytu oraz siły - to przyjmuję tę misję. Jednak mam nadzieję, że w trudniejszych chwilach będziecie po mojej stronie oraz wspomożecie radą, kiedy będę jej potrzebował. W końcu nam wszystkim zależy na tej krainie.
Drinedal skończył swą mowę, po czym zaczął przyjmować gratulacje od swych przyjaciół i braci jednocześnie.
- Teraz wystarczy wszystkim przekazać nowiny! - powiedział Aikanaro, po czym wraz z resztą opuścił salę, aby ogłosić mieszkańcom Lorien nowe wieści.
Zmieniona 12 Úrimë przez Brandly Hornblower
Zmieniona 13 Úrimë przez Korîm
Zmieniona 14 Úrimë przez Korîm".
|
Konkurs literacki. napisana przez (Theleis) dnia 8 Úrimë..." Denreth, z daleka od dworu, w rezydencji w Osgiliath, obserwował wydarzenia w Gondorze i w całej Ardzie. Zniechęcony do wielkiej polityki, po śmierci Władczyni Ethiell Alcarain, której był oddanym doradcą, pędził spokojny, wręcz nudny żywot, w swoim pałacu pełnym pamiątek po Alcarainach. Życie jego stało się przewidywalnym jak następstwo pór roku i zdawało mu się, że nic go już nie zaskoczy. Aż pewnego burzowego dnia zaanonsowano mu gościa, jednego z niewielu, jakich dane mu było przyjmować, odkąd opuścił Pałac Królewski. Mężczyznę, którego nigdy dotąd nie widział, a po którym widać było pochodzenie i maniery szlachcica, choć należy też wspomnieć, że był to człowiek nietuzinkowy i ową oryginalność wprawne oko dostrzec mogło w pierwszej chwili spotkania. A Denreth dwojgiem takich oczu dysponował całe życie. Serafin le Fey- tak brzmiało pełne miano, jakim tajemniczy gość się przedstawił. Serafin le Fey... Nie chciał protekcji, pieniędzy, nie szukał wspólnika; informacji o niczym i nikim też nie potrzebował. Pragnął zorganizować... konkurs literacki. Przyjechał z kufrem pełnym złota - przeznaczonego na nagrody oraz z dwojgiem wymagań: . - Po pierwsze, będę wdzięczny, jeśli tematem konkursu będzie Arnor. Po drugie zaś, niech będzie to konkurs dla artystów młodych, niedoświadczonych, którzy uznania w świecie jeszcze nie zdobyli. Pragnę stać się kimś w rodzaju... - Mecenasa? - dokończył Denreth, umiejętnie kryjąc zdziwienie. Nie powstrzymał się jednak przed zadaniem pytania- Ale czemu właściwie pan sam tego nie zrobi? Jaka w tym moja rola? - Pan jest człowiekiem znanym i poważanym w Królestwie mimo... zmiany władzy. A ja? Mnie nie zna nikt i po prawdzie, chyba wolę, aby tak zostało... - Czemu akurat Arnor...? Tego Denreth nie dociekał. Prośbę mężczyzny postanowił spełnić, o nic więcej już nie wypytując. Tego samego dnia jeszcze, pożegnawszy gościa, zajął się przygotowaniami, by już nazajutrz ogłosić konkurs. Przy tym wszystkim zaś począł się też zastanawiać... Czy nie warto czegoś w swoim życiu zmienić? Może jeszcze jest coś, czym mógłby się zająć i co wypełniłoby pustkę w jego sercu, powstałą po stracie Władczyni, którą kochał, jak rodzoną córkę...
Wieść pisała Qu`essan Vandree.
Odnośnie wieści trwa konkurs literacki:
http://board.bruinena.pl/forum.php?req=thread&postid=150988&nocount=1
Ponadto aktualnie trwają cztery nabory:
Nabór na Strażnika:
http://board.bruinena.pl/forum.php?req=thread&id=9521
Nabór na Sędziego:
http://board.bruinena.pl/forum.php?req=thread&id=9519
Nabór na Prawnika:
http://board.bruinena.pl/forum.php?req=thread&id=9520
Konkurs na Redaktora Naczelnego \"Periodyka Królewskiego\":
http://board.bruinena.pl/forum.php?req=thread&id=9307
Zmieniona 8 Úrimë przez Theleis".
|
|
| |